ul. Próchnika 26, 90-708 Łódź


dr n. med. Zygmunt Trojanowski

specjalista chorób wewnętrznych i diabetologii


dietetyk - Urszula Sobiecka-Trojanowska
porady dietetyka w zakresie chorób cywilizacyjnych

Zapisy nr tel.: 602-395-601

PRYWATNY GABINET LEKARSKI

ul. Zgierska 2/8, 91-002 Łódź


dr n. med. Zygmunt Trojanowski
specjalista chorób wewnętrznych i diabetologii

dietetyk - Urszula Sobiecka-Trojanowska
porady w zakresie chorób cywilizacyjnych

PRYWATNY GABINET LEKARSKI

XXVI- Bieszczadzki Bieg Lotników AD 2013

Bieg Główny na 21km z naszym udziałem odbył się w niedzielę - 13.01.2013 w Ustjanowej Górnej (piszę wg oryginalnej pisowni nazwy miejscowości) u podnóża Żukowego (Żukowe Berdo), w stylu klasycznym, przy słonecznej pogodzie, w ramach 26 edycji Bieszczadzkiego Biegu Lotników. Mam 3 miejsce w swojej grupie wiekowej, fajnie będą pamiątki, medal i dyplom. Wioska na rzut kamieniem od Ustrzyk Dolnych, taka mini Mekka polskiego narciarstwa biegowego, ta duża to rzecz jasna Polana Jakuszycka i Dolina Izery gdzie rokrocznie rozgrywany jest słynny w świecie Bieg Piastów z koronną konkurencją jakuszycką 50-tką w stylu klasycznym.

Na szczycie Żukowego można się jeszcze dopatrzeć fundamentów po hangarach szybowiska czasów II RP i z wysokości widać niewyraźnie dział wód morza Czarnego i Bałtyckiego. Taki Strwiąż przecinający Ustrzyki to już zlewnia Dniestru. Tutaj na Żukowym jak i w pobliskiej Bezmiechowej studenci Politechniki Lwowskiej oblatywali swoje konstrukcje. 4 stycznia 2013 roku minęła 3 rocznica śmierci generała Tadeusza Góry (żył 96 lat), szybownika i pilota bojowego i jemu te nasz zawody były dedykowane. 18 maja 1938 r. wystartował z Bezmiechowej na przelot zakończony lądowaniem w Solecznikach Małych k/Wilna. Przeleciał dystans 577,8 km ustanawiając rekord Polski. Za pokonanie bariery 500 km w locie swobodnym, jako pierwszy pilot na świecie wyróżniony został przez Międzynarodową Federację Lotniczą (FAI) – Medalem Lilienthala. W czasie wojny, po przezbrojeniu dywizjonu 316 z samolotów Spitfire V na szybsze Mustangi, wykonał 28 lotów na przechwycenie niemieckich „bomb latających” V-1 i 31 lipca 1944 r. jedną z nich zniszczył. Uszkodził też wypływający z portu niemiecki okręt podwodny. Ostatni lot operacyjny wykonał nad wyspą Helgoland 22 października 1944 r., a ostatni lot na samolocie Mustang 14 listopada 1946 r. 23 lipca 1950 r. osiągnął na Żarze przewyższenie 5038 metrów, zdobywając tym samym ostatni warunek do Złotej Odznaki Szybowcowej z Trzema Diamentami, którą otrzymał jako pierwszy Polak, a drugi pilot na świecie. Idziemy po schodkach na pobliskie wzgórze, gdzie już z daleka ku niebu wzlatuje skrzydło z szachownicą, pomnik upamiętniający tych wszystkich, którzy nam patronują.

 


Na starcie stanęło ok. 100 zawodników zewsząd, ale głównie górali z Podkarpacia, kliku Ukraińców, no i ta znikoma reszta ślizgającej hołoty z Polski. Zarówno w biegu na dystansie 21 km dla mężczyzn (3x7km), 10 km dla kobiet oraz 3 km dla amatorów narciarstwa biegowego, trzeba było wykazać się umiejętnościami technicznymi na bardzo trudnej i wymagającej trasie. Duże przewyższenia do 150m i karkołomne zjazdy, liczne zakręty poniżej 90º wymagały koncentracji i szybkiego myślenia, jak nie dać się wysadzić z siodła. Pozostawało albo asekuracyjne hamowanie, albo ryzykowne na całość z adrenaliną i wyrabianiem się na zakrętach na styk, na jajko z chaszczami i drzewami. Świetna okazja do poprawienia indywidualnych rankingów w ramach Amatorskich Mistrzostw Polski w biegach narciarskich. W tej edycji miałem 3-cie miejsce w swojej grupie wiekowej i nie mogło być lepiej zważywszy na doborową stawkę, także weteranów. Ulka czyni zdumiewające postępy i była szósta, co mnie starego wyrypiarza trochę zbija z pantałyku, pocieszam się, że konkurencja wśród kobiet zawsze jest mniejsza i nikt tak nie pilnuje swego miejsca w szyku, jak chłopy (ta odwieczna kolejność dziobania). Do klasyka bardzo liczy się umiejętność parafinowania i smarowania, to całe nabożeństwo. Przygotowanie desek trwa około 2 godzin, liczy się temperatura śniegu, temperatura powietrza i rodzaj pokrywy śniegowej (5 rodzajów). Osobiście chciałbym mieć 2 zestawy do klasyka i dowolnego, to dość kosztowne inwestycje i coś się za każdym razem dokupuje, ale to pogoń bez końca, sprzęt szybko się starzeje, my też. Jak zwykle sempiterna obolała z kilkoma krwiakami. Przed wielu laty, jak tylko zaczynałem tu ślizgać, to ze Stachem Nahajowskim ciągnęliśmy sanki na płozach nart, dla założenia śladu na zawody i co chwila jakaś przycinka wystających gałęzi. Teraz profesjonalny ratrak wielkości kombajnu, ugniata i zakłada podwójne tory, jest gdzie się ścigać bez utraty sił dodatkowo przy próbie wymijania. Kiedyś na honorowy start przyjechał Józek Łuszczek i pokazywał narty, te narty, na których zdobył złoto w Lahti na 15 kilometrów. Powiada tak: to bezcenna pamiątka, chociaż gdzieś czytałem, że i narty, i medale przepiłem. A był okres, że nie miałem co jeść, więc o piciu nawet nie myślałem. Miałem sporo przejść, trudno mi się było odnaleźć w życiu po sporcie, ale pamiątki mi zostały. Woła mnie na bok, może wziął mnie za ortopedę, pokazuje swoje strasznie pokancerowane stopy, chce się wyżalić. W Biegu Wazów ścigałem się na 90 kilometrów w 30-stopniowym mrozie, w Murmańsku było minus 15, ale niesamowita wilgotność powietrza, szron po prostu wisiał we mgle, a obok mnie leciał Rosjanin prawie w samych slipkach i dziwił się, że mi jest zimno. Ta egzotyka bardziej mnie dołuje, niż zaciekawia. Nie potrafię w sobie odnaleźć słów pocieszenia dla mistrza. Po chwili orientuję się, że On tego nie oczekuje, po prostu chce opowiedzieć, jak było z nim naprawdę… Problemy z alkoholem są nie tylko domeną polskich sportowców. Najbardziej reprezentatywnym przykładem jest Fin Matti Nykänen oraz Norweg Lars Bystoel. Nykänen był fenomenem, zdobył pięć medali na olimpiadach, dziewięć krążków w narciarskich mistrzostwach świata, 22 medale w mistrzostwach rodzinnego kraju i aż 46 razy wygrywał zawody Pucharu Świata. Po kontuzji odszedł od sportu, nie odnalazł się jednak w normalnym życiu. We wstępie do książki Nykänena, Jens Weißflog napisał – Matti Nykänen, najlepszy skoczek wszechczasów, nie mógł uporać się ze swoim życiem po zakończeniu kariery.

Pamiętam gdzieś przed 20 laty, budzi mnie o 3 nad ranem Stasiek, ślizgamy, powiada, do Czarnej 43 km u podstawy Żukowego, ale z drugiej strony. Jest  -23°C, później zrobiło się ciepło  -17°C, a następnie  -14°C i tak trzymało do wieczora. To były zimy. Pod szczytem, gdzieś w połowie miał kolibę, gdzie wczołgaliśmy się pod śniegiem. Normalka, przebranie bielizny( nie było tej oddychającej), złagodzenie deficytu kalorii i picia. Wracamy o szarówce, około 15-tej, w nogach mamy 90 km, czujemy się świetnie, zero zmęczenia, jest ciepło, nie chce się ani pić, ani jeść, taki lekki zespół deterioryzacji. Następnego dnia potworne zakwasy, każdy krok to tortura. To były czasy!


Polecane nowości na stronie